Witam mrocznie noworocznie :P

choć nowy rok już za nami i jak widać moje postanowienia regularnego pisania jak zwykle spełzły na niczym… wróć komendę. Zostały boleśnie skorygowane przez życie. Jednak po kolei wrzesień… no tak… pod koniec miesiąca zaczęło się psuć wszystko… moje plany szydełkowe na czapkę na okrętkę zostały skorygowane i powstała inna czapka a właściwie to nawet kilka czapek. Powstała też chusta urodzinowa dla mamy:

2014-10-04 09.20.08

Zjadła 2 motki Himalaya MercanBatik i wyjątkowo została pochwalona

Październik zaczął się mało zabawnie bo wizytą mamy w szpitalu i szybkim zabiegiem, bo „nie było na co czekać” jak powiedział pan doktor. Potem powiedział(choć nie wiem czy ten sam), że mama jest bardzo silna i w bardzo dobrym stanie (biorąc pod uwagę zabieg). Teraz już po czasie wiadomo, że wszystko się dobrze skończyło i już się nie wybieramy na oddział aż do… nigdy 🙂 z racji tej niespodziewanej wizyty w niespodziewanie szybkim (jak na możliwości organizacyjne) tempie powstały dwie nieduże chusty.2014-10-17 12.36.05

Zjadły po jednym motku Himalaya  Mercan Batik

Powstały w tydzień 🙂 potem było już bardziej spokojnie ale nie za spokojnie… nauka czapek przeplatała się co trochę z różnościami w tym z moją chustą z włóczki mieszankowej akryl-angora i córki chustą, której narodziny pokazałam dwa wpisy wcześniej 🙂 aż wreszcie przyszedł listopad

2014-10-28 15.51.50 2014-10-30 13.42.23

Jeden motek YarnArt Angora Active 🙂 szydełko 6,0 i czerwona chustka córki

W listopadzie też nie było zbyt wesoło bo tym razem szpital odwiedziła moja córcia. Niby nic poważnego ale stresik był i trzeba go było uciszyć włóczką… wtedy zaczął powstawać mój wymarzony sweterek na szydełku z pięknej akrylowej włóczki z dodatkiem wełny… na dziś dzień jest zrobiony tył i ok połowa przodu więc dokończyć i rekawy a potem to zszyć:) no i wtedy nastąpił wysyp… czapek. Jakkolwiek dziwnie to brzmi to właśnie tak to było, że tych czapek w listopadzie to sporo powstało. Bo i dla Ślubnego(nie pokażę dopiero jak skończę zufoczały szalik)i dla córki starszej i na akcję Ogrzewamy zimę powstały dwie czapki i dwa szaliki w ramach pomocy koleżance w przerabianiu włóczki. 2014-11-22 14.50.38 2014-11-15 09.49.22 2014-11-16 12.37.19 2014-11-28 14.54.28

Różowa dla córki pozostałe na akję “Ogrzewamy zimę” razem z szalikami do kompletu

W międzyczasie stałam się właścicielką obręczy dziewiarskich okrągłych w 4 sztukowym zestawie razem z haczykiem i igłą do dzianin(przetestowane oraz ogromnej i fantastycznej obręczy serenity na której nawet koce można tkać. Niestety, żeby się z nią rozłożyć musiałabym na dłuższy czas wyewakuować z domu moje pociechy. Potem już poszło za ciosem i w grudniu i styczniu też powstawały czapki i komplety. W tym dla mamy czapka(na obręczy) plus baktus na grubych drutach.

 2014-12-29 12.41.31

Dla brata komplet czapka(szydełko) i dwa kominy(szydełko i obręcz).2014-12-29 12.43.19

Na całośc poszło 3 motki YarnArt Merino Bulky

Powstała również czapeczka na obręczy dziewiarskiej dla małej dziewczynki na wymiankę za piękną bombkę ozdobną, która zanim się doczekała zdjęcia wskoczyła do pudełka czekać na kolejne święta :)Ot taki gapolec trochę ze mnie 😉2014-12-05 14.53.38

Czapka z różnych włóczek

Dla mnie też powstała ale chyba jednak ją trochę poprawię więc się nie będę chwalić. W styczniu powstał komplet czapka+szalik(ok.160cm długi) z włóczki naszej polskiej firmy Arelan dla chrzestnego młodszej dziewoi(starszej dostał na święta)w ramach prezentu urodzinowego. Trochę się naczekał na przekazanie ale skoro już dotarł do właściciela to mogę pokazać 🙂

2015-01-13 17.29.13

Trochę za duża na modelkę ale co tam 🙂 zeszły 3 motki włóczki Arelan Czterdziestka

Skoro wujek dostał prezent to i jego dziewczynka tez dostąła czapkę i kominek plus podusie sowusie w ramach wykończenia włóćzek 🙂2015-01-26 11.37.10

Po jednym motku Himalaya Dolphin Baby oczka i dziubek sówki YarnArt Jeans 🙂

Jesteśmy już w styczniu z robótkami ale żeby nam zbyt śmiesznie nie było to jeszcze pod koniec poprzedniego roku okazało się, że Ślubny ma problemy z tarczycą. Co tam nie ma lekko dołóżmy mu Hashimoto, żeby nie było innej możliwości leczenia jak  hormony do końca życia lub operacja i… wciąż hormony do końca życia. Najciekawsze, że nawet lekarze nie są do końca pewni co wywołuje tę odmianę niedoczynności tarczycy. Wiedzą natomiast jakie są jej efekty i skutki uboczne leczenia a w śród nich: notoryczne uczucie zmęczenia, szybka irytacja, nerwowość, nadmiar wagi i problemy z jej utratą spadek połączeń w mózgu odpowiedzialnych za słuchanie i czytanie ze zrozumieniem. Czyli krótko mówiąc nieprawidłowo działająca tarczyca i podwzórze(bo to jedno z drugim powiązane-polecam odcinek Hormony bajki Było sobie życie) potrafią cofnąć dorosłą osobę do poziomu kilkulatka. Oczywiście nie u wszystkich wszystkie objawy występują w tym samym nasileniu aczkolwiek żadnego nie można lekceważyć. Więc jeśli wy sami lub ktoś z waszych bliskich chodzi wiecznie zmęczony i się łatwo denerwuje wyślijcie go na badanie poziomu hormonów tarczycy. Każdy lekarz rodzinny powinien bez problemu wypisać skierowanie. Pobranie krwi może najprzyjemniejsze nie jest ale trwa krótko a wyniki są już następnego dnia. Bardzo proszę to nie jest takie straszne, a zawsze lepiej wiedzieć i leczyć we wczesnym stadium. My walczymy ze wszystkim jak zawsze dosmaczając co się da i jak się da… tym razem bitwa toczy się na talerzu Ślubnego 🙂 ale o tej smacznej i może nieco niestandardowej bitwie i jej sojusznikach z innego bloga( a nawet dwóch) w następnym wpisie 🙂

Trzymajcie się zdrowo i zróbcie sobie morfologię

Magdalena D.

Posted in prace ręczne, zdrowie, życie rodzinne | Tagged | Leave a comment

Wrzesień, kasztan, katar

Za oknem deszcz i chlapa więc i klapa z dłuższymi wyjściami. Dziewczynki niekoniecznie zadowolone, ja również bo już wolę spacer i zbieranie kasztanów z chodnika pod domem niż imprezę z chusteczkami, tabletkami i marudnymi dziećmi w domu. Tak wolę nawet troche zmarznąć, niż wyszukiwać zajęcia dzieciom, ktore usiedzą dłużej niż 3 minuty tylko przypięte do fotelika lub wózka (Polka), bądź wpatrzone w bajeczkę na komputerze (Minka). Do tego zwykłe obowiązki jak gotowanie obiadu czy pieczenie chleba, pilnowanie godzin snu i karmienia wszystkich domowników kolejno… Jednak za dobrze bym się miała.

Jak co roku wrzesień i jak co roku ochłodzenie.  Jak co roku w tym czasie łapię katar i chodzę lekko niedogrzana (temperaturowo za oknem). W tym roku także. Jednak dziś wywiesiłam białą flagę z chusteczki higienicznej i grzecznie podreptałam do lekarza. Ok. nie tak grzecznie. Najpierw przez kilka dni sama walczyłam, a przez weekend wysłuchiwałam(głównie od męża), że mam nie kaprysić jak dziecko i zmiatać odwiedzić przychodnię. Półtorej godziny w kolejce nie moje. Dobrze, że wzięłam sobie coś co zajęło mi czas. Pochwalę się za kilka dni 🙂 Co by mi nie było za dobrze jutro będą mnie kłuć(lekarka zleciła morfologię i takie tam). Gdyby nie wcześniejsze zaopatrzenie pewnie wykupiłabym połowe apteki. Hitem okazał się lek za blisko dychę którego jest w opakowaniu… 3 sztuki! do tego sporych rozmiarów. Jak ja to połknę to nie wiem 🙂 plus nieśmiertelna polopiryna. Zobaczymy co dalej. Dodam tylko, że trafiłam na twardego zawodnika ksywa “Katar”, który nie zna zasad fair play. Ja jestem jedna a on ściągnął do pomocy w gnębieniu mnie  jeszcze Niemiłosierny Ból Głowy oraz braci syjamskich znanych jako Kaszel i Ból Gardła. Jedyna pociecha w tym, że najwredniejszej bestii nie zaprzęgli do pomocy… koleżanka Gorączka sie rozmyśliła i zostawiła całą robotę chłopakom.

Obiecałam uzupełnić zdjęcia więc to czynię z uśmiechem na twarzy 🙂 Najpierw dokładne zdjęcia żółtego kocyka z poprzedniego wpisu. Co do reszty projektów niech na razie zostaną one tajemnicą. Pokażę je wszystkie tylko na spokojnie i po kolei.

2014-09-07 15.49.29
Tak wygląda wykończenie mojego cudaka. Ja na swoje potrzeby nazwałam to wykończenie “pseudopikotki” 🙂 dlaczego? ano dlatego, że robi się je całkiem podobnie z tą różnicą, że u mnie nie łączy się trzech oczek w petelkę tylko dalej obrabia brzeg.
2014-09-07 15.47.04
Koniczynka na zbliżeniu w miejscu łączenia zółtego z… a jakże żółtym 😉 nawet średnio wprawne oko wyłapie dwa kolory żółtego
2014-09-07 15.46.13
Całościowy ogląd na kocyk. Ja się cieszę skończyłam i teraz czeka na kolegę z włóczki akrylowej, żeby razem wybrać sie na wycieczkę 🙂
Od razu moje spostrzeżenie. Robienie zdjęć przy dwójce maluchów to pomyłka. Kończy się to albo mojafrustracją i irytacją oraz ich krzykami i płaczem (bo niby czemu nie moga zobaczyć JUŻ), albo jedną wielką zabawą w sesję fotograficzną i śmiechem całej trójki. No i sie wydało, że jeszcze się czymś nie pochwaliłam… jednak taki sentymentalny staroć zasługuje na osobny wpis. Więc już niedługo. Niech tylko troche wydobrzeję. Pozdrawiam i trzymajcie się cieplutko, bo jesień wcale nie wygląda tak sielsko anielsko. Złota polska jesień pewnie zawita do nas standardowo w październiku 🙂 Oby.

Zdrówka!

Magdalena D.

 

Posted in Uncategorized | 1 Comment

Nie było mnie ale sie dzieje…

dosłownie 🙂 nie bez powodu  to, co wychodzi spod szydełka czy drutów nazywają DZIANINĄ.

No tak i znowu mnie długo nie było… Tym razem na dobre wciągnęło mnie szydełko 🙂 Powstał miś Adaś dla starszej córki, któremu nie udało się co prawda zdetronizować Rysia(na zdjęciu obaj tulasińscy Młodej) to jednak swoje zadanie spełnił doskonale. Stał się prezentem urodzinowym od Wróżki Smoczuśki. Krótko mówiąc córka obserwując powstawanie misia była informowana, że z jego pojawieniem się (kompletnym) znika smoczek. Całkowicie. I zniknął. Minka osobiście wyrzuciła delikwenta do śmietnika. Na przystanku tramwajowym. W sąsiednim mieście. Żeby nie kusiło wieczorem szukanie zguby. Chyba ja się bardziej bałam niż ona co będzie dalej. Nie było tak źle. Skończyło się na kilku nocach kwęknięć i podswiadomego szukania. Obecnie trochę ponad miesiąc od zerwania ze smoczkiem noce są spokojne i praktycznie całe przespane (nochyba, że katar męczy jak ostatnio).

2014-07-28 16.03.27

Poza misiem powstała również fioletowa chusta(choć ja bym powiedziała, że to raczej bez). Fantastyczna włóczka mięciutka tylko szydełko musiałam większe mieć niż sugerował opis na metce.Chodziło o uzyskanie lekkości wzoru co przy jednak dość grubej włóczce (Bamboo Jazz firmy micro fibra) było ciekawym wyzwaniem. Jako że to nie do końca moje kolory więc chusta ma nowa właścicielkę, a ja mam tylko zdjęcia na pamiątkę.

2014-08-04 11.35.22

2014-08-04 11.37.35

Powstał również kocyk w błyskawicznym jak na moje możliwości logistyczno czasowo organizacyjne w kolorze zółtym. Właściwie żółto-żółtym 🙂 Jakoś tak wyszło, że choć ten sam nr koloru to już dokupiona włóczka z innego nr partii miała inny odcień. Pomyslałam chwilkę i stwierdziłam, że zmontujemy to inaczej. Będzie wyglądać tak jakby tak właśnie miało być od początku i chyba się udało 🙂 Na zdjęciu tylko fragment kocyka przed wykończeniem. Tak. To ten sam wzór co w poprzednim prezentowym kocyku 🙂 Nie zdążyłam strzelić ładnej fotki. Wstawię w następnym wpisie 🙂

2014-08-23 11.56.08

Kończy również powstawać kolejna chusta z tego samego wzoru w kolorze ciemnej czerwieni(na zdjęciu stadium początkowe). Jednak już z innej włóczki niż fiolet. Dokładnie z włóczki misia Adasia i kurczaczkowego kocyka. Włóczka Jeans firmy YarnArt. Uznana za letnią włóczkę, więc przez zimę jedynie zdobyte zapasy będę wykorzystywać. Na szczęście mam ich trochę. Szkoda bo jak dla mnie jest to włóczka całoroczna podobnie jak Bamboo Jazz. No ale producenci wiedzą lepiej. A ty czekaj do marca na nowa dostawę.

 

2014-08-25 10.20.30

 

W planach jeszcze kolejne kocyki (zapas akrylu na 4 sztuki w różnych kolorach). Komplet dla Ślubnego czapka(lub nawet dwie) plus szalik, czapki dla dziewczynek plus ponczo dla starszej, dwie chusty średniej wielkości do wiązania pod szyję i dwa misiaki podobne do Adasia. O zaczętym misiu mniejszej nawet nie wspominam, bo też musi poczekać. Podobnie jak moje pomysły na coś dla siebie.

Poza szydełkiem… szukamy nowych smaków w dosmaczniu nie tylko kuchni ale całego życia… robimy regularne badania (zwłaszcza Ślubny i Minka). Wyrzucamy smoczki (Minka), starzejemy się(tak obie dziewczynki to już zaliczyły), uczymy się chodzić jak duży człowiek na dwóch nogach(Polka)i staramy się nie dać staranować(wszyscy). Ani samochodom, ani problemom, ani innym ludziom, którzy wykazują się nagminnym zostawianiem zawartości czaszki w domu. Staramy się nie denerwować bzdurnymi komentarzami, idiotycznymi artykułami czy nieodpowiednią dla nas pogodą. Nawiązujemy nowe znajomości(ja sama-skoro stare uleciały) i korzystamy z nich na ile tylko nam zdrowie i życie rodzinno-zawodowe pozwala. Utrzymujemy również stare znajomości(Ślubny) na wyższym poziomie wtajemniczenia(bo bez żon 🙂 ). Żyjemy, kochamy, pieczemy własne chleby, ciasta i pieczenie do chlebka, robimy własny smalczyk i co nam jeszcze głowa we współpracy z żołądkiem i wagą podpowie 😀

Pytania i komentarze mile widziane postaram się odpisać jak najszybciej.

Pozdrawiam Magdalena

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Wiem, wiem…

miałam być częściej, a tu znowu mnie długo nie było. Oznacza to jedynie, że dużo się podziało i raczej w dobrym kierunku 🙂 Minkusia opanowała nocnik. Polka raczkuje jak szalona i nawet próbuje wstawać. Jednak samodzielnych kroczków zrobiła niewiele i tylko w ramach ćwiczeń. W kuchni dosmaczanie trwa w najlepsze i najczęstszym gościem na stole jest kurczak w różnych wersjach z dużą ilością warzyw, albo zupa wielowarzywna, która czasem zmienia się w coś w rodzaju barszczu ukrainśkiego. Do tego sałatki najróżniejsze i niemal całkowity brak strączków oraz kasz. Jednak bób wygrał z nami 3 lub 4 razy, a krupnik z resztek kaszy zdarzył się nawet całkiem niedawno to jednak fasolki po bretońsku nie gotowałam od początku przemian żywieniowych. Choć wszyscy jedli ze smakiem to teraz jakoś nikt nie marudzi, że nie ma.

Poza tym wiadomo jak w życiu wzloty(nocnik Minki) i upadki (zawirowania zdrowotne Ślubnego plus moje zęby). Zęby to temat rzeka najpierw zatrzymane ósemki(wszystkie) a teraz ciągle jakieś coś. Jednak koszt pozbycia się czterech opornych zębów był wysoki tak zdrowotno-estetycznie(ból, opuchlizna i siniaki) jak i finansowo. Dlatego reszta zębów musi poczekać choć nie raz irytująco pobolewa.

2014-06-11 11.59.02

Są kwiatki będzie miś 🙂 Kwiatki znalazłam na blogu pewnej przesympatycznej kobietki o imieniu Asia o tutaj –> http://po-kims-to-mam.blogspot.com/2014/03/afrykanski-kwiat-na-szydeku-sposob.html 🙂 jeśli ktoś jest zainteresowany jak z kwiatka powstaje miś to zapraszam do Asi. Pięknie i dokładnie pokazała krok po kroku jak wykonać tak kwiatek jak i każdy element misia. Dla łatwo gubiących sie w gąszczach blogowych powstał ten wpis http://po-kims-to-mam.blogspot.com/search/label/Misie%20z%20element%C3%B3w a w nim jak zszyć elementy misia w całość i zebrane po kolei wszystkie posty opisujące powstanie łapki czy brzuszka w jednym miejscu. Jak skończe miśka to pokaże zdjęcie 🙂 Obiecuję!

2014-06-09 10.42.12

2014-06-09 10.48.38

 

Natomiast powyższe zdjęcia to przywieszki i kocyk zrobione dla kuzynki Ślubnego jako prezent ślubny. Ponadto wcześniej obiecałam, że dla dzidziusia zrobię kocyk w myśl zasady: “każde dziecko musi mieć coś wyłącznie swojego więc róbmy kocyki” 🙂 Jako że nic nie wiadomo na temat dzidziusia(że ma sie pojawić) więc zrobiłam w umiwersalnym kolorze. Wzór “V” sprawdził się znakomicie. Ładnie wygląda, szybko przybywa i w razie pomyłki nie ma żalu spruć kawałek, bo za chwilkę się to wyrówna. Na kocyk i przywieszki poszło 5 motków włóczki Frigya DK firmy Rozetti. Szydełko nr 4,0 pod koniec pracy uległo destrukcji.  Już mam nowe, choć kończyłam połamanym. 

Kocyk trafił już do nowych właścicieli. Jak na moje skromne możliwości czasowe (tylko godziny wieczorne, kiedy dziewczynki spały) powstał w ekspresowym tempie 🙂 Pierwsze oczko 1.05.2014 ostatnie oczko w przywieszce 8.06.2014. Wielkość końcowa 77×108 cm

Dziekuję za cierpliwość i niedługo pokażę Misia Adasia, który choć niekompletny już dostał imię od Minki.

Pozdrawiam Magdalena D.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Gdzie i co jak mnie nie było?

Gdzie i co jak mnie nie było?

Wiem, że choć obiecywałam sobie i nie tylko częstsze zaglądanie do bloga to jednak życie jak zwykle skorygowało moje zapędy 🙂

Na zdjęciu: test przepisu z blisko 30 innymi osobami a przepis możecie znaleźć na blogu kobiety o ciekawym spojrzeniu na kuchnię http://margarytka.blogspot.com/2014/02/paczki-z-piekarnika.html 🙂 nam smakowały, a Minka ostatnio pytała kiedy zrobimy ciasteczka takie dla niej 🙂 więc pewnie niedługo trzeba będzie coś podziałać bo młoda się kręci sama w sobie jak ją odganiam od resztek ciasta chlebowego w misce… chlebek na drożdżach a nie na zakwasie ze względów czasowych przede wszystkim…

Co poza tym porabiałam? ano ratowałam się… no może nie tyle się co moje włosy, które mocno ucierpiały po drugiej ciąży i została ich praktycznie garstka. Skoro tak to teoretycznie najprościej obciąć i niech rosną na nowo ale nie… nie tym razem. Obciełam 2 lata temu i dopóki nie odrosły za ramiona czułam się sama ze soba dziwnie. Mimo, że wszyscy chwalili urodziwość krótkich to i tak wiedziałam że to przez grzeczność a nie z mojego faktycznego lepiejwyglądactwa. No więc co… zakupiłam Jantar i smarowałam. Wcześniej wykończyłam jedno opakowanie Belissy a drugie zaczynałam. Od 5 lutego do nadal piję drożdże. Wiem paskudztwo ale pomaga. Choć ja znalazłam na nie własny patent. Ćwiartkę kostki drożdży świeżych (Wyborne czy Babuni wszystko jedno)zalewam gorącą wodą(tuż po wyłączeniu czajnika) do połowy wysokości kubka i wsypuje 2 łyżeczki cukru. Szybko mieszam i zostawiam do przestygnięcia. Kolorem przypominają mocno zabieloną kawę a smakuja słodko-gorzko. Błędem taktycznym jest zjadanie czegoś mocno słodkiego PRZED wypiciem drożdży, gdyż wydają się wtedy dubeltowo paskudne. Jeśli ktoś lubi słodkości to polecam zagryzienie drożdży słodkim. Więc najpierw “kawa” drożdżowa a potem sodkie. Nigdy odwrotnie.
Ostatnio popadam w lekka paranoję włosową i co rusz wyszukuję nowe metody ratowania ich. Jednak Ślubny stoi na straży i zdrowym rozsądkiem stara się nadzorować moje włosowe wybryki (choć i tak nie jest w stanie wszystkiego ogarnąć). Wyczytałam i zaczynam wprowadzać w życie maskę drożdżową (niby lepiej ale ciężko stwierdzić po 2 użyciach). Jeszcze kilka kosmetyków stoi w kolejce do wypróbowania i zakupienia. Oczywiście dodatkowo stosuje jedwab, w którego spory zapas zapoatrzyłam się tuż przed urodzeniem Małej (przewidywałam problemy to jednak nie spodziewałam się takiej katastrofy, bo przecież w trakcie ciąży włoski miałam piękne jak rzadko).
Przy okazji włosów staram się wyprowadzić na prostą moje paznokcie. Wieczny problem z łamliwością nadmierną giętkością(są cienkie) i rozdwajaniem czy nawet czasem z białymi plamkami na płytce. Od zawsze. Nie po ciąży jednej czy drugiej. Od zawsze. Odkąd pamiętam. Od dziecka. Walczę zobaczymu z jakim efektem. Staram się jednak nie zwariować i nie łączyć ze sobą kuracji, które mogłyby przynieść odwrotne efekty.

Co jeszcze mnie męczy? stopy. Tym razem nie moje a Ślubnego. Dlaczego? bo choć od wyjścia z wojska mineło już ładnych kilka lat (tak tak ten rocznik jeszcze był w wojsku 🙂 i dobrze) to nadal nie wyleczył odcisków zafundowanych przez platikowe wkładki w buciorkach. Obecna praca i służbowe buty też wcale nie poprawiają sytuacji. Postawiłam sobie niemal za punkt honoru własnego doprowadzenie ich do ładu. Wiem, że do stanu stóp naszych dzieci się nie uda ale będę robiła co mogę żeby uzyskać jak najlepsze wyniki (zapas kremów i przepis na domową maść w pogotowiu).

Poza tym zwykłe życie żony i matki dwóch dziewczynek walczącej z odpieluchowaniem starszej. Długo wiem. Nabawiła się przez niekorzystny układ zdarzeń czegoś w rdzaju fobii nocnikowej i nic “cieżkiego” nie chce tam uskuteczniać. No nic walczymy. Postępy w tempie ślimaczym ale nadzieja zostaje.

Miłej reszty wieczoru i nocy
Pozdrawiam Magda

Image | Posted on by | Leave a comment

Zimowa wierzba

Zimowa wierzba

Witam serdecznie w nowym roku po dość długiej przerwie. Mea culpa. Postanawiam poprawę i zrobię co potrafię żeby się z tego wywiązać 😀

Dlaczego ten obrazek? Choćby tylko dlatego, że zima jakoś mało zimowa a za oknem kasztan wypuszcza pączki 🙂 Zdjęcie dzięki uprzejmości Małgorzaty-obecnej właścicielki-dziękuję Kochana raz jeszcze 🙂 Jak się okazuje obrazek nie taki malutki jak początkowo mi się zdawało bo 23×30 cm ale i tak powiedzmy, że ze średniej półki wielkościowej. Pamiętam tylko, że dość przyjemnie się go tworzyło i powstał stosunkowo szybko. wzór pochodzi z gazety “Haft gobelinowy” jednak nie pamiętam z którego numeru bo to już dawno temu powstało. Małgorzata ma go już od grudnia 2008 więc gazeta na pewno jeszcze wcześniejsza 🙂 Wyszywany polską muliną firmy Ariadna (ja ją lubię i to nie tylko ze względu na cenę). Owszem zdadzam się, że nie ma tylu odcieni kolorystycznych ani takiego nabłyszczenia nitki jak niemiecki Anchor czy(bodajże hiszpańska) Madeira. Bawełna podobno jest egipska ale czy i producent również tego nie jestem pewna więc się nie będę mądrzyć. Jeśli ktoś wie jak to jest niech napisze w komentarzu 🙂 Może sentyment przeze mnie przemawia(na ariadnie uczyłam się haftu), a może wspieram naszą gospodarkę no bo przecież Polskie i dobre więc dlaczego nie? Wiem, że mam zapas nici i będę je wykorzystywać. Tymczasem znikam . Pięknych snów i Pięknego roku :*

Image | Posted on by | Leave a comment

Jak obiecałam…

Jak obiecałam...

… zaczynam prezentować kocyki 🙂 ten nie jest ani pierwszy ani ostatni. Został wykonany w ekspresowym tempie 3 wieczorów na drutkach bodajże nr 10 lub 12 więc grubych. Mimo, że zalecane były o ile pamiętam nr 8. Jednak ze względu na strukturę samej włóczki, która miała zmienną grubość na całej długości zdecydowałam się na grubsze by całość nie wyszła zbyt zbita(mam tendencje do zacieśniania oczek). Zostały użyte 3 motki włóczki mieszanej(wiskoza, akryl) z takim przyjemnym meszkiem, który powodował docieplanie wyrobu i delikatne łaskotanie przy kontakcie ze skórą. Dlatego stwierdziłam, że dla małej dziewczynki (wówczas niespełna rocznej) będzie to przyjemne uczucie. Obdarowana jest córką mojej kuzynki i ze względu na wiek będzie mogła bardziej docenić prezent jak podrośnie, a póki co jej mama zdążyła się zachwycić ręczną produkcją. Bo może nie jest idealny jak spod sklepowej igły to jednak robiony z myślą o konkretnym dziecku i drugiego takiego nie znajdziecie 🙂 a co niech mają dzieci coś milusiego i cieplusiego.
Ze względów różnych przekazany został dopiero w marcu podczas “rodzinnego sabatu” który odbył się u mojej mamy. Mój Ślubny był oblężony przez mocno żeńską część mojej rodziny w skład której weszły: wspomniana kuzynka z córcią i jej mama, nasza babcia (lat 90+), moja mama, ja sama i nasze 2 córcie (w tym jedna w brzuszku). Nie było żadnego innego mężczyzny tylko moje Ślubne szczęście, które skapitulowało całkowicie pod naporem typowo “babskich” tematów rozmowy. Za to na pociechę miał wyprodukowane przeze mnie domowe drożdżówki z serem. Żeby nie było że jestem aż taka zdolna to przepis wzięłam stąd: http://margarytka.blogspot.com/2013/02/drozdzowki-z-serem.html 🙂 a co przepis poszedła dalej w świat. Niaec się cieszą Ci którym dane będzie wypróbować przepis-moim skomnym zdaniem-naprawdę warto! Przed tymi drożdżówkami ugieła się nawet mojam mama. Co uważam za sukces swój (bo je upiekłam i przywiozłam) oraz autorki bloga gdyż skonstruowała i umieściła fantastyczny przepis. Jeszcze raz dziękuję pięknie za blog i pomysły nie tylko na słodkości 🙂

Image | Posted on by | Leave a comment