Znowu się…

udało:)

Dzień zaliczam do udanych mimo początkowego kryzysu i focha u Młodej, która dziś miała dzień na “nie”. Wstać? Nie… Drzemka? “NIE!” Po ciężkiej przeprawie pełnej zmian zdania u młodej(około godzinna mordęga)i zmianie łóżka na docelowe… udało się. Tyle że padłyśmy obie. Takie nietomne zastał nas Ślubny po powrocie z pracy. Obiad. Potem kawałek arbuza 🙂 no to idziemy? “NIEEEEEEEEEE!”  no to zostajemy? super nie ma problemu… “NIEEEEEEEEE!” “Buju buju” Ubierzemy sie pójdziemy na huśtawkę..”nieeeeeeeeeeee” krzyczy i płacze aż się zanosi kobitka. Po ciężkich bojach i tłumaczeniach że wszyscy pójdziemy z tatusiem, że huśtawka i w ogóle udalo się wyjść. Trochę spokoju (bo jest na zewnątrz) potem kąpiel, kolacja i… znowu zaczęła się robić nieznośna.

Ja walczyłam ze słoiczkami upychając sałatkę z cukinii(tą samą o której pisałam poprzednio, że planuję zrobić) a Młoda plątała się po kuchni i grzebała w szafce z garnkami siedząć na wózeczku dla lalek(w którym kiedyś utknie jak nie zaprzestanie tego procederu). Ślubny do mnie, że czas na Młodą(zrobiło się już trochę po 20). Na biegu zamykałam słoiki i wydawałam dyrektywy co do zagotowania tychże. Musiałam odblokować miskę bo jeszcze czekało nas pieczenie chlebka no i byliśmy bez kolacji.

Tym razem bez skrupółów umiejscowiłam ją w małym łóżeczku. Powiedziała dobranoc i… spokój. Śpi do tej pory. Owszem czasem ją słysze jak coś tam się wierci i pokwękuje ale to niegroźne jest. Powinna spać do rana. Kolacja zjedzona. Słoiki zagotowane. Wyszło 6 słoiczków różnej wielkości z około 2 kg cukinii i dodatków. Już planuje następny sort salatki do słoiczków:) Chlebek upieczony. Nawet z żelazkiem udało mi się przeprosić na trochę (ok. godzinki prasowania) bo nie bardzo mogę wystać przy desce. Rozeznanie w obuwiu i odzieży męskiej zrobione i zaklepane kilka rzeczy do nadzoru(ciąg dalszy “dosmaczania”). Ślubny zmęczony już śpi a ja też się zbieram bo się zrobiła jakaś nieprzyzwoita godzina(znowu siedzę po nocach i śpię po jakieś 6 godzin z rzadka dosypiając z Młodą).

Jutro.. Znaczy dziś… w planach obiad z cukinią w roli głównej i pieczenie ciasta bo musi odpocząć w lodówce do niedzieli(przepis zawiera śmietankę kremówkę i czekoladę więc wiadomo jak to jest) plus pranie i znowu trochę prasowania. O obowiązkowym spacerze z Młodą nie wspominam bo to już rytuał się zrobił. Słodkich snów. 

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s