Najgorsze to wyobrażać sobie…

piekne szczęśliwe zakończenie i “żyli długo i było im radośnie” podczas gdy rzeczywistość, której się tak bardzo oczekiwało nijak ma się do wykreowanego bajkowego zakończenia. Im dłużej się czeka tym gorzej, bo się ma za dużo czasu na myślenie i fantazjowanie.

Przez połowę sierpnia czekałam i myslałam. Budowałam sobie w głowie jak to wszystko będzie działać-bo niby dlaczego miałoby nie działać tak jak chcę? Jednak teraz kiedy Ślubnemu zostało tylko kilka dni urlopu, Malutek poza płaczem nie potrafi zareagować na nadmiar czułości ze strony Dwulatki ja wpadam w paranoję i popłoch jak sobie poradzę gdy braknie urlopu. 

Nie jestem typem panikary raczej złośnicy i nerwusa (stąd te wszystkie czasochłonne krzyżyki). Gdy zaczyna brakować czasu na podstawowe czynności wokół siebie (choćby sen czy śniadanie) zaczynam się strasznie łatwo irytować i chodząc struta cały dzień psuje wszystkim dookoła humor. Czemu? nie mam pojęcia. Od lat łatwo było mnie wyprowadzić z równowagi drobnostką gdy nieświadomie ktoś trafił na przeładowanie strefy buforowej. Teraz o to łatwiej niż sądziłam. Rano dziewczynki wstają jak na komendę i w tym samym wojskowym trybie domagają się racji żywnościowej zwanej śniadaniem. Potem jakoś jest, a powtórka z rozrywki zaczyna się wieczorem podczas kolacji i kładzenia spać. Gdy tylko jednego małego potworka się w miarę ogarnie i uspokoi to drugi zaczyna arię. Choćby wczoraj między 20 a 24 Mała szalała z zasypianiem wybudzając Młodą. Tyle spokoju co na cycusiu lub 10 minutówki w gondolce wózka lub leżaczku (nawet pod prysznic ciężko wskoczyć) no bo oczywiście  wzdęty brzuszek. No i w koło Macieju tulenie, bujanie, dostawianie. Ręce opadają z bezradności i ciągłego bujania. Irytacja przechodzi w złość i panikę a w końcu w bezsilność i niechęć połączoną ze wstrętem do siebie samej oraz włączeniem głosu “Mega Samokrytyka” w głowie. 

Gdy nastaje upragniona cisza na obu frontach szok jest tak duży, że ciężko uwierzyć w nadmiar szczęścia. Zmęczenie przechodzi w bojową czujność, która likwiduje na jakiś czas senność by potem nie pozwalić zbyt szybko przysnąć przechodząc w tryb “snu zająca w zaroślach”. Każdy dźwięk z pola bitwy stawia na nogi i znowu nie pozwala zbyt szybko zasnąć co wykorzystuje “Mały Agresor” upominając się o swoje średnio co 30 minut przez następne 2 godziny by łaskawie zasnąć i spać nie całe 2. Strach się bać co będzie dziś wieczorem. Zbieram mleczną amunicję choć nie wiem czy kaliber dobry i czy wystarczająca jest ładowność magazynów. Starszy Potworek mnie pokonał i uspokoił sie dopiero przy ładunku mleczno-butelkowym co dało nam regulację i kontrolę godzin karmienia oraz ilości zjadanych porcji. Historia się raczej powtórzy, bo choć magazyny są załadowane to każda próba rozładunku kończy się jednostajnym bólem przeładunkowym.

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

One Response to Najgorsze to wyobrażać sobie…

  1. V. says:

    Dziś szczególnie ten wpis jawi mi się jako bardzo szczęśliwy obraz, nawet jeśli wszyscy bohaterowie mają nietęgie miny. Brzmi banalnie, ale na tle smutnych wieści jakie nas doszły dziś, sceny “Małego Agresora” to piękny porządek w nieporządku. Kiepska ze mnie wróżka chrzestna, ale i tak emituję Wam dobre wibracje w stronę zajęczych zarośli.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s