Wrzesień, kasztan, katar

Za oknem deszcz i chlapa więc i klapa z dłuższymi wyjściami. Dziewczynki niekoniecznie zadowolone, ja również bo już wolę spacer i zbieranie kasztanów z chodnika pod domem niż imprezę z chusteczkami, tabletkami i marudnymi dziećmi w domu. Tak wolę nawet troche zmarznąć, niż wyszukiwać zajęcia dzieciom, ktore usiedzą dłużej niż 3 minuty tylko przypięte do fotelika lub wózka (Polka), bądź wpatrzone w bajeczkę na komputerze (Minka). Do tego zwykłe obowiązki jak gotowanie obiadu czy pieczenie chleba, pilnowanie godzin snu i karmienia wszystkich domowników kolejno… Jednak za dobrze bym się miała.

Jak co roku wrzesień i jak co roku ochłodzenie.  Jak co roku w tym czasie łapię katar i chodzę lekko niedogrzana (temperaturowo za oknem). W tym roku także. Jednak dziś wywiesiłam białą flagę z chusteczki higienicznej i grzecznie podreptałam do lekarza. Ok. nie tak grzecznie. Najpierw przez kilka dni sama walczyłam, a przez weekend wysłuchiwałam(głównie od męża), że mam nie kaprysić jak dziecko i zmiatać odwiedzić przychodnię. Półtorej godziny w kolejce nie moje. Dobrze, że wzięłam sobie coś co zajęło mi czas. Pochwalę się za kilka dni 🙂 Co by mi nie było za dobrze jutro będą mnie kłuć(lekarka zleciła morfologię i takie tam). Gdyby nie wcześniejsze zaopatrzenie pewnie wykupiłabym połowe apteki. Hitem okazał się lek za blisko dychę którego jest w opakowaniu… 3 sztuki! do tego sporych rozmiarów. Jak ja to połknę to nie wiem 🙂 plus nieśmiertelna polopiryna. Zobaczymy co dalej. Dodam tylko, że trafiłam na twardego zawodnika ksywa “Katar”, który nie zna zasad fair play. Ja jestem jedna a on ściągnął do pomocy w gnębieniu mnie  jeszcze Niemiłosierny Ból Głowy oraz braci syjamskich znanych jako Kaszel i Ból Gardła. Jedyna pociecha w tym, że najwredniejszej bestii nie zaprzęgli do pomocy… koleżanka Gorączka sie rozmyśliła i zostawiła całą robotę chłopakom.

Obiecałam uzupełnić zdjęcia więc to czynię z uśmiechem na twarzy 🙂 Najpierw dokładne zdjęcia żółtego kocyka z poprzedniego wpisu. Co do reszty projektów niech na razie zostaną one tajemnicą. Pokażę je wszystkie tylko na spokojnie i po kolei.

2014-09-07 15.49.29
Tak wygląda wykończenie mojego cudaka. Ja na swoje potrzeby nazwałam to wykończenie “pseudopikotki” 🙂 dlaczego? ano dlatego, że robi się je całkiem podobnie z tą różnicą, że u mnie nie łączy się trzech oczek w petelkę tylko dalej obrabia brzeg.
2014-09-07 15.47.04
Koniczynka na zbliżeniu w miejscu łączenia zółtego z… a jakże żółtym 😉 nawet średnio wprawne oko wyłapie dwa kolory żółtego
2014-09-07 15.46.13
Całościowy ogląd na kocyk. Ja się cieszę skończyłam i teraz czeka na kolegę z włóczki akrylowej, żeby razem wybrać sie na wycieczkę 🙂
Od razu moje spostrzeżenie. Robienie zdjęć przy dwójce maluchów to pomyłka. Kończy się to albo mojafrustracją i irytacją oraz ich krzykami i płaczem (bo niby czemu nie moga zobaczyć JUŻ), albo jedną wielką zabawą w sesję fotograficzną i śmiechem całej trójki. No i sie wydało, że jeszcze się czymś nie pochwaliłam… jednak taki sentymentalny staroć zasługuje na osobny wpis. Więc już niedługo. Niech tylko troche wydobrzeję. Pozdrawiam i trzymajcie się cieplutko, bo jesień wcale nie wygląda tak sielsko anielsko. Złota polska jesień pewnie zawita do nas standardowo w październiku 🙂 Oby.

Zdrówka!

Magdalena D.

 

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized. Bookmark the permalink.

One Response to Wrzesień, kasztan, katar

  1. V. says:

    Mam nadzieję, że już zdrowo! Za to u mnie zasmarkany październik/listopad się zanosi; 10 dzień jakiejś fludry i dopiero powoli odpuszcza. W razie czego jeszcze jakiś imbir do herbaty się uchował. 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s